Samoakceptacja – czyli dlaczego (nie) warto lubić siebie?

Świat ogarnęło szaleństwo samoakceptacji – czuj się dobrze we własnym ciele, pokochaj swoje okręgłe kształty, akceptuj siebie taką, jaką jesteś. Powiem jedno – bullshit.

Bezkrytyczna samoakceptacja to pierwszy krok do cukrzycy, depresji, załamania nerwowego i do bycia dead. Dlaczego zdecydowanie rozsądniejsze jest dążenie do osiągania rozsądnych celów, niż ta cała samoakceptacja? Oto dlaczego…

Po modzie na bycie chudym i wymagającym wobec siebie i innych, nadeszła pora gdy z uśmiechem na ustach możemy sobie pofolgować. Dzisiaj trendy jest akceptowanie siebie i wystarczy narzucić ładną kapotę, pomalować paznokcie by móc powiedzieć otwarcie: jestem zadbana więc spadajcie. Leczenie depresji tabliczką czekolady? Oh jakie to słodkie. Zaburzenia odżywiania? Każdy je ma. Wieczne przeziębienia, katarki i alergie? No cóż, takie mamy czasy. Oglądasz seriale, mimo że planowałaś uczyć się języka? Dołączę do grupy na fejsie „mam wyjebane” i mogę beztrosko kontynuować rozpoczęty sezon. Z resztą, wszyscy tracą na to czas, co w tym dziwnego. Kocham siebie i akceptuję swojego leniuszka.

Oczywiście, to wszystko jest pozorne i zbudowane na piasku, bo wcale nie czujesz się szczęśliwa. Odkładanie wszystkiego w czasie, nawet gdy z pozoru nad tym panujesz, generuje ogromny, wewnętrzny stres. Choć wmawiasz sobie i innym, że wszystko jest spoko, że przecież sama decydujesz o tym, kim jesteś, prawda jest taka, że to inni za Ciebie decydują, a Ty po prostu patrzysz na to wszystko z założonymi rękami. Zamiast świadomie się kształtować, rozwijać i osiągać rezultaty, Ty aż się trzęsiesz w środku ze złości, że znowu Ci nie wyszło.

samoakceptacja - nadwage mozna akceptowac nie majac wyboru albo mozgu

W teorii, samoakceptacja powinna prowadzić do stanu, w którym jesteś szczęśliwa niezależnie od tego, kim jesteś. Brzmi świetnie, bo przecież każdy wie, że uzależnianie poczucia swojego szczęścia od warunków zewnętrznych to nonsens. Jednak Ty, to kim jesteś, jak wyglądasz, co robisz w wolnym czasie i z kim się zadajesz nie jest wcale warunkiem zewnętrznym – bo to Ty kreujesz swoje życie. Nie masz wpływu na pogodę, nie masz wpływu na opóźnienia pkp, ale – przepraszam, bo to zaboli – masz 100% wpływ na to, jakim jesteś człowiekiem. No dobrze, pomijając ciężkie choroby psychiczne, ale Ciebie i tak to nie dotyczy.

Co dobrego może przyjść z samoakceptacji?

Nic. Jeśli zaakceptujesz choć jedną ze swoich wad, o których wiesz, że działa na Twoją niekorzyść, to jesteś lost.

ajem lost

Czym realnie jest samoakceptacja i jak wpłynie na Twoje życie?

  • Samoakceptacja to lenistwo. Nie masz w sobie siły, by ruszyć do przodu i zmieniać swoje życie, dlatego mówisz – lubie siebie taką, jaką jestem. Ale dobrze wiesz, że to kłamstwa. Dobrze wiesz, że wolałabyś nie wpieprzać batoników w drodze ze szkoły, dobrze wiesz, że byłabyś o wiele zdrowsza ważąc 10 kg mniej. Dobrze wiesz, że byłabyś szczęśliwsza potrafiąc odmawiać innym i będąc bardziej asertywna.
  • Samoakceptacja to strata czasu. W końcu doprowadzisz do szału samą siebie, bo myśl o zmianie będzie Cię dręczyć. Odkładając w czasie proces zmian, tracisz swój cenny czas, który niestety jest ograniczony. Jeśli zaczniesz odchudzać się w wieku 70 lat, pożyjesz w zgrabnym ciele statystycznie z 8 lat. Jeśli odchudzisz się w wieku 35 lat, będziesz żyć jako zgrabna trzinka przez kolejne 40. Jest różnica. Oczywiście, nigdy nie zadręczaj się myśleniem „cholera, mogłam to zrobić wcześniej”. Mogłaś, ale nie zrobiłaś, to jest zamknięty temat i już do tego nie wracaj. Najlepszy czas na zmianę to ten czas – teraz. Tak jest, w to wierzymy i nie rozkminiamy, co by było gdyby.
  • Samoakceptacja to okłamywanie samego siebie. Jeśli wiesz, co byłoby dla Ciebie dobre, jakie cechy pomogłyby Ci lepiej żyć, dowiedz się, jak możesz to zrobić i rób to. Nigdy się nie zastanawiaj, czy Ci się chce, czy nie, czy może od jutra albo od za dziesięć lat. Masz ze sobą umowę i tyle.
  • Samoakceptacja to rezygnowanie z siebie. Oczywiście, są rzeczy na które nie masz wpływu, np. naturalny kolor włosów. Ale nie oszukujmy się, cechy niemożliwe do zmiany to jest tylko ułamek tego, jaka chciałabyś być. To, czego nie możesz NAPRAWDĘ zmienić, ignoruj lub staraj się pogodzić. Np. fakt, że masz Haszimoto 😛 To, co możesz zmienić, musisz zmienić i to jak najszybciej. Samoakceptacja nie da Ci szczęścia, jeśli jest nieszczera i niezgodna z tym, co trzymasz głęboko w sobie.

samoakceptacja - czy pomalowanie paznokci wystarczy, by poczuc sie lzej i bardziej sprawnie
Powiem Ci, co by było ze mną, gdybym zaakceptowała siebie. Ważyłabym pewnie z 90 kg, choć biorąc pod uwagę tempo tycia sprzed czterech lat, to bliżej byłoby mi 120 kg. Nie skończyłabym wymarzonego kierunku studiów, bo nie dałabym rady konsekwentnie realizować zadań, które nierzadko wymagały kilkuset godzin pracy. Nie osiągnęłabym wymarzonego sukcesu zawodowego (jednego z wielu), bo pogodziłabym się z tym, że jestem matołem i jest wielu innych, lepszych – nawet nie próbowałabym z nimi konkurować. Moje stawy byłyby porównywalne do stawów 80-cio latki, bo brak ruchu był dla nich zabójczy i uratowały mnie jedynie konsekwentne, regularne treningi.

Zaakceptowanie wad, takich jak wycofanie, smutne usposobienie, nadwaga i brak motywacji byłyby dla mnie porażką. Choć walka ze swoimi słabościami zajmuje nierzadko kilka lat i wymaga setek prób, w końcu zaczniesz przestawiać się na nowy styl życia. Zamiast akceptować siebie, zacznij konsekwentnie nad sobą pracować, a wkrótce zamiast ignorować swoje słabości będziesz spełnionym, szczęśliwym człowiekiem.

Jeśli chcesz poczytać trochę więcej o zdrowym odżywianiu, poznaj dietę bezglutową.

ixon, xoxo


 

Wszystkie eksperymenty opisane na blogu zostały przetestowane na zwierzętach; Hashipoczwary biorące w nim udział znacznie ucierpiały. Autorka nie bierze odpowiedzialności za efekty uboczne stosowania zaleceń, w szczególności na stan Waszych Haszipoczwarek.

2 myśli nt. „Samoakceptacja – czyli dlaczego (nie) warto lubić siebie?

  1. Gosia

    No ja akceptować swojej wagi nie mam zamiaru, ani wmawiać sobie, że kochanego ciała nigdy za wiele.

    Odpowiedz
  2. iga Autor wpisu

    Właśnie, ale pamiętasz kilka lat temu taki boom na „zaakceptuj swoje kształty!” „pokochaj swój cellulit” itp? Cellulit jest wporzo, jeśli wiesz, że pod nim są mięśnie; Kształty są ok jeśli nie są otyłością 3-go stopnia i nie wpędzają Cię w depresję….. Ale kochać siebie trzeba po to, by karmić siebie czystym jedzeniem i dbać o siebie, niezależnie od wagi w której się teraz znajdujesz 🙂

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *