BEZGLUTENOWA LISTA ZAKUPÓW – czyli czego szukać na sklepowych półkach?

 

Gdy żyłam jak zwykły, gruby, zmulony z rana i zmulony z wieczora, a także przed południem i po południu człowiek, robiąc zakupy krążyłam sobie między półkami. Czasami robiłam sobie listy zakupów, by nie zapomnieć tych najważniejszych produktów, ale zazwyczaj pakowałam do koszyka też inne rzeczy, które akurat wpadły mi w oko. To nie było tak, że obżerałam się snikersami i białym chlebem – od najmłodszych lat żyłam zgodnie z zaleceniami WHO – czyli dużo pełnoziarnistego, dużo owoców, warzyw, mało słodyczy i gazowanych napojów. Dziwnym trafem, choć odżywiałam się zajebiście pełnoziarniście, to i tak moje życie i zdrowie podupadało z dnia na dzień. A dupa rosła.

Dopiero gdy zrozumiałam, że jebaki z WHO gadajo co im każo i sama ruszyłam głową – niektóre półki w sklepie przestały dla mnie istnieć. Dziś, gdy idę na zakupy, praktycznie nie musze już brać ze sobą listy – zawsze kupuję te same półprodukty, z których później gotuję sobie bardzo wiele różnych potraw.
W dzisiejszym artykule czysta, bezglutenowa lista zakupów!

Znasz już podstawy mojej diety, więc wiesz – większość produktów, które mają skład na opakowaniu, praktycznie dla mnie nie istnieją. Gotuję potrawy szybkie, proste i max odżywcze, bo na inne nie mam czasu ani ochoty – jedzenie jest dla mnie paliwem, które pozwala mi spełniać marzenia i osiągać cele, nie jest celem samym w sobie.
Choć dobra kolacja właściwie już jest całkiem mocnym celem.
Najlepiej w przystojnym i wysportowanym chłopcem. Ale o tym kiedy indziej.

Bezglutenowe zakupy to nie jest pościg między sklepowymi półkami w poszukiwaniu paczuszek z przekreślonym zbożem. To się nazywa droga na skróty.

Bezglutenowe zakupy to wybieranie produktów czystych, jak najmniej przetworzonych, które dadzą Ci siłę, zdrowie, dobry humor i nie spasą Ci dupki.bezglutenowa-lista-zakupow

Bezglutowa i bezglutenowa lista zakupów, czyli co warto mieć w lodówce, żeby mieć co jeść na czystej diecie bezglutenowej:

  • jajka (najlepiej od sąsiadki, jeśli ma kury; jeśli jesteś mieszczuchem, to wybierz się od czasu do czasu na wieś w poszukiwaniu jajek – to żaden problem, a jajka mogą później stać 2/3 tygodnie, jeśli kupiłaś świeże!);
  • ser żółty (jedna z niewielu przetworzonych rzeczy, które jem – szukaj sera bez azotynów i azotanów które są bardzo szkodliwe (ból głowy, astma, zatrucia!!), bez annato – choć to naturalny barwnik, może pogłębiać alergie! Najlepiej, jeśli ser ma w składzie tylko mleko, bakterie fermentacji mlekowej i sól, z łatwością kupisz taki ser w dyskontach, zazwyczaj w formie sera długodojrzewającego, nieco droższego niż te najtańsze sery- ok. 8 zł/ 200 g );
  • kasza gryczana (niepalona, pyszniejsza i zdrowsza), kasza jaglana – są dobrą alternatywą dla ziemniorów do obiadu i wzmacniaczem zup. Obie kasze są bezglutenowe, mają dużo magnezu, witamin z grupy B, a jaglana – krzemu dobrego na włosy i skórę;
  • mąka gryczana – robię z niej naleśniki, które zastępują mi codzienne pieczywo;
  • zioła jako zamiennik/alternatywa herbaty, takie jak – szałwia, morwa, pokrzywa, mięta, rumianek. Nie zawierają tyle fluoru, co herbata – fluor negatywnie działa na tarczycę, UWAGA na długie parzenie herbaty w stylu wrzucam woreczek i zapominam, że zostaje w szklance! Taka mocna herbata ma bardzo wysokie stężenie fluoru, który może nawet prowadzić do zatrucia! No i rąbie tarczycę.
  • warzywa.  Z warzyw robię obiady, sałatki i zupy, dlatego kupuję je praktycznie hurtowo. Wybieram głównie warzywa krajowe i maksymalnie sezonowe, zawsze zwracam uwagę na kraj, z jakiego pochodzą. Pamiętaj, że warzywa hiszpańskie i portugalskie prawie zawsze są GMO (czyli całkiem spoko gdyby nie to, że podlewane wyłącznie toksycznymi pestycydami!). Hiszpania i Portugalia otwarcie przyznają się do upraw GMO. Jak to jest w innych krajach – też nigdy nie wiesz, no ale cóż, coś jeść trzeba.
    Utrzymuj przyjacielskie stosunki z ciotkami ze wsi i kuzynkami, które wyszły za rolników – płody znanej, niepodlewanej toksycznym gównem ziemii są zawsze spoko!
  • owoce. Podobnie jak w przypadku warzyw wybieram głównie krajowe i sezonowe, żeby ograniczyć ich zabezpieczenia konserwantami, które muszą być stosowane, jeśli owoc jedzie do nas z Afryki dwa tygodnie.
  • suszone owoce, takie jak rodzynki i daktyle – choć są już przetworzone i właściwie znajdują się już po tej ciemnej stronie mocy, ale ze wstydem przyznam, że czasami chrupnę sobie rodzynkę z migdałem. Czytaj na paczce, czy zawierają siarkę!!! Jeśli tak, to zwiewaj gdzie pieprz rośnie. Suszone owoce są OK, jeśli są konserwowane olejem np. bawełnianym, ale jeśli przeczytasz, że zawierają dwutlenek siarki, siarczyny lub E220, to wiedz, że takie owocki są glutowe, drażnią przewód pokarmowy, powodują bóle głowy i nasilają objawy astmy!
  • orzechy. Wybieraj orzechy włoskie, migdały i nerkowce, omijaj szerokim łukiem solone pistacje (fchuj soli) a przede wszystkim orzeszki ziemne, które nasilają stan zapalny w organizmie! To samo tyczy się pseudozdrowego masła orzechowego, które może i ma sporo białka, ale przy okazji nasila objawy chorób autoimmunologicznych. Dobre orzechy (migdały, włoskie) mają działanie przeciwzapalne i zawierają dużo białka, które syci; wzmacniają stan skóry i paznokci;
  • banany – choć to bardzo, bardzo zły, zagraniczny owoc 😉 Słodzę nim desery i szejki dyniowe, które jesienią piję hektolitrami. Mają dużo potasu ee, także tego, rozumiesz. Na coś trzeba umrzeć i także ten, idźmy dalej;
  • mleko – ponieważ nie mam z nim żadnych brzuchowych problemów, na bazie mleka przygotowuję wyżej wspomniane szejki; lubię też walnąć sobie bawarkę albo ryż na mleku z cynamonem, jesieniową porą. Słyszałam, że producenci żywności dolewają do mleka tłuszcz roślinny (i to jest właśnie to 3,2%), a z tłuszczu mlecznego robią masło, ale mózg mi staje dęba na myśl, że serio mogliby tak nas dymać. Niepotwierdzone, więc piję dalej.
  • rybki. Nie wędzone , nie solone, tylko surowe, które potem sobie duszę na patelce. Raz w tygodniu rybkę dobrze jest zjeść;
  • mięsko na zupę. Raz kawałek krowy, raz kurczaka, raz świniaka a raz indyka – zupa ma po prostu przyjemniejszy aromat i choć jem bardzo niewiele mięsa, mniej więcej raz w tygodniu (bo nie czuję potrzeby jeść więcej) to mięsko warto zjeść. Oczywiście jeśli nie jesteś wege – ale wtedy z pewnością dbasz o dodatkową podaż żelaza i witamin z grupy B, a także białka roślinnego i jest stabilnie.
  • jogurty – z nimi trzeba ostrożnie. Wybieraj tylko naturalne – żadnych fanaberii z chrupeczkami czy jogurtów na dobre sranie z actii- wypróżnialis !!!! Te słodzone zawierają kupę cukru (idzie w dupę + stan zapalny), skrobię modyfikowaną (-ll-), a często syrop glukozowo-fruktozowy i słodziki od raka mózgu! Jogurt naturalny z łatwością posłodzisz sobie sama – rodzynkami, bananem, daktylami. Pamiętaj o sprawdzeniu trójkąta na opakowaniu jogurtu!!  Zazwyczaj jogurty i serki typu wiejski są w opakowaniach 5 (dobrze) lub 6 (niebezpiecznie! A BTW to bardzo mylące, bo 6 to styropian – okazuje się, że styropian może wyglądać jak plastik i kryć w sobie serek z duszkiem, if yu know what i mean!).

Udanych zakupów dziewczynki! W przyszłym tygodniu bierzemy się do roboty i zaczynamy warzyć zupy 🙂

ixon, xoxo


Masz w lodówce to, co zwykle mają studenci – tylko światło?
Za tydzień wpis z przepisami – zupy na winie, czyli złożone z tego,
co się pod rękę nawinie 😀

tomato-soup-482403_1920


Wszystkie eksperymenty opisane na blogu zostały przetestowane na zwierzętach; Hashipoczwary biorące w nim udział znacznie ucierpiały. Autorka nie bierze odpowiedzialności za efekty uboczne stosowania zaleceń, w szczególności na stan Waszych Haszipoczwarek.


twitter haszimoto hashimoto pinterest hashimoto haszimoto facebook haszimoto

INNE SOCZYSTE ARTYKUŁY

całodzenne menu bezglutenowe

co jesc bezglutenowa

jakie przekąski na diecie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *