Fit produkty – czyli 5 znaków jak rozróżnić wartościowe jedzenie od dobrego marketingu?

Stoję przed półką z ekologiczną żywnością i chciałabym kupić wszystko – jedyne co mnie powstrzymuje, to limit na karcie. Bezglutenowe muesli wypełnią mój organizm kosmiczną energią, batony nasycą moje serce nadzieją na lepsze jutro, a makaron z pełnego-ziarna-niełuskanego-paleo-koszer wydrenuje tłuszcz z moich ud. Rano nie poznam swojej dupeczki w lustrze. Zasługuję – myślałam sobie – na fit produkty!

Szary papier, napisy niemalże tworzone odręcznie przez babcię Swarożycę. Nawet data spożycia odciśnięta jakby średniowieczną pieczęcią przez pastucha na łące. Fit produkty są zawsze takie matowe, takie pastelowe, lekkie niczym chmurka…

Moje hashimoto na pewno skręcałoby się w konwulsjach, gdyby je potraktować zmasowanym atakiem fit jedzenia.

No więc jak odróżnić wartościowe fit produkty od wartościowego marketingu?

Nie wiem jak wy, ale mi zdarzało się stać kilkanaście dobrych minut przed półkami z fit jedzeniem, zanim zdecydowałam się na konkretny produkt (lub produktów sto). To wszystko było takie eko, takie nejczer, takie odchudzająco – odżywiająco – toksynokasujące. Z drugiej strony był też limit na karcie, który nie pozwalał mi na kupienie wszystkiego. Byłam przekonana, że to jedzenie naprawdę zmieni moje życie, że dzięki niemu może nawet znajdę chłopaka? Albo zrzucę 10 kg jednej nocy?

To był piękny czas. Naprawdę miałam nadzieję, że któregoś dnia te zakupy, 3 razy droższe niż być powinny, faktycznie rzucą światłość na stan mojej skóry, tłuszczu na boczkach i ilości przeciwciał.

Szary papier i otoczka w stylu u nas na wiosce sprawiły, że przez wiele lat byłam przekonana, że producenci naprawdę nie mogą być aż tak chamscy. Że jasno – pastelowe barwy na opakowaniu wróżą czystość, ład i porządek w składzie. Że robi chudą dupę i czystą cerę. Dodaje energii, ale nie kalorii. Hahahaha.
Bul – fakin – szit.

Ale jak odróżnić prawdziwie dobre fit produkty od dobrego marketingu? Czy mam się uczyć całej chemii żywności, by wiedzieć który moneuklonian fosforu jest dla mnie dobry, a który nie?fit jedzenie

 

5 oznak, że produkt który trzymasz w ręku, prawie na pewno nie jest zdrowym, fit produktem:

  • Stylizowane opakowanie. Czyli czcionka typu handwritten, szary papier, pastelowe kolorki – design opakowań to broń, którą nadzwyczaj często używają małe cwaniaczki produkujący jedzenie. Jeśli w dodatku mówimy o plastikowym opakowaniu – masz jak w banku, że to nie będzie zdrowe. Plastik = biosfenol.
  • Niepewne wyrażenia w składzie. To, co wydaje się obce Twoim oczom, z dużym prawdopodobnieństwem będzie obce dla Twoich flaków. Od zarania dziejów pożywienie, którym się żywimy, występuje w ściśle powiązanych konfiguracjach – ziemniaki to potas i witamina C, mięsko to proteiny, itd.itp. Odseparowane składniki burzą procesy trawienne!
  • Termin ważności!!! Możesz nie znać się na biologii i chemii, ale jeśli batonik z owocami jest ważny przez kolejne 2 lata – coś tu mocno śmierdzi!! Pomijam kwestię konserwantów, ale pomyśl – w produkcie stojącym na półce rok czy pół roku nie zostanie już ani krzty witamin czy mikroelementów, bo w międzyczasie ulegną one rozpadowi. Takie jedzenie to w najlepszym wypadku nicość dla Twojego zdrowia, w najgorszym – żywieniowo zatęchła padlina.

  • Bezglutenowe. To słowo – klucz, którym posługują się producenci pryskanych round-upem kukurydzianych chrupaków i bezwartościowych ryżowych papek. Bezglutenowe nie znaczy zdrowe!!
  • Zza siedmiu gór, zza siedmiu rzek. Wiem, że olej kokosowy leczy wszystko oprócz śmierci, wiem, że Awokado schudnie Ci brzuch w dwa dni, wiem, że zielona herbata to przeciwstarzeniowy boom ale… Wiem też, że to, co podróżuje, musi być mocno konserwowane. Że jest robione przez obcych mi ludzi, na obcym mi poletku, podlewane obcą mi wodą i zanieczyszczone obcymi mi toksynami.

     

Babcia nie musiała wsuwać anananasa, żeby mieć BMI w normie i dobić prawie setki. Fit produkty to tylko chwyt marketingowy!

I tym optymistycznym akcentem, idę sobie ugotować kaszę z marchewką. Zdrówka, dziewczyny!

ixon, xoxo


 

Wszystkie eksperymenty opisane na blogu zostały przetestowane na zwierzętach; Hashipoczwary biorące w nim udział znacznie ucierpiały. Autorka nie bierze odpowiedzialności za efekty uboczne stosowania zaleceń, w szczególności na stan Waszych Haszipoczwarek.

subskrybuj blog

 

dieta bezglutenowa hashimoto sekrety

dieta bezglutenowa hashimoto sekrety

dieta bezglutenowa gluten hashimoto

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *